Poszłam dzisiaj z kolegą na warszawski bazarek ...( dosc spory ) w celu zrobienie przedświatecznych zakupów żywieniowych ...znaczy miesa , puszki , ryby itd - wybór duzy , towar swiezy ...nic tylko kupowac . Postanowilam zaszalec , kolega grzeczny i układny , chodził za mna niczym straż przyboczna ( buziak dla niego ) i cierpliwie sie poddawał moim zapędom....ja kupowałam , on odbieral zakupy ...i nie byłoby w tym nic dziwnego ale spotkałam kolege z pracy na zakupach z żoną . Kolega to typ naburmuszonego władcy , zdolny , znajacy wartosc swojego mistrzostwa w pracy , pełen ironicznego podejscia do zwyłej egzystencji ...a tu co widze ...zona pedzi przed siebie z rozwianym włosem , oczami rozbieganymi na wszystkie strony , rumiencem na policzkach ...a za nia obładowany torbami , paczuszkami wspomniany kolega ...węzeł szalika gdzies na plecach , kurtka przekrzywiona a mina daleka od władczej :) dostrzegłam , że nic nie da sie juz na niego zwalic ale sie myliłam , zona podeszła do straganu , podotykała jabłka na kolege runeła kolejna torba ...cios przyjal lekkim grymasem twarzy ale .....:)
..Uszłam dokadnie kawałek jak spotkałam koleżanke ...sytuacja jakby fatamorgana ...ona z oszalałym wzrokiem , parła przed siebie , na chwilke zatrzymujac sie by cos zakupić , za nia niczym tragarz podązał mąż , na którego zwalały sie kolejne torby a on tylko westchnął i gnał dalej .
Zatrwozona sytuacyjnymi widokami odwróciłam sie by spojrzec na kolege , nie odbiega swom widokiem od tego co zaobserwowałam ....zrobiło mi sie wstyd ....hihihihhihi ale na chwilke ...i doszlam do wniosku , że ci wszyscy wspaniali panowie sa ok :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz